godz: 12:16 data: 2010.01.2
To już jest koniec?

Witajcie, ktokolwiek tutaj jeszcze zagląda! Czas się pożegnać z tym serwisem. Bloog reaktywowałam i teraz pisuję pod tym adresem http://olakrowka.bloog.pl/ Zapraszam, bo więcej tam się dzieje! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Komentuj(0)


godz: 09:19 data: 2009.01.14
Kocham mojego Małża, bo...

... dał mi mojego Syna...

... opiekując się Synem na równi ze mną pozwala mi rozwijać się zawodowo i pielęgnować moje pasje...

...choć śmieje się rzadko to potrafi jeszcze się śmiać. I to ja jestem powodem tej radości...


Komentuj(0)


godz: 09:10 data: 2009.01.14
Za co w 2008 roku jestem wdzięczna…

1. Za to,że ponownie znalazłam 28dni.pl. Choć pierwszy krok należał do mnie to wiele też zawdzięczam Kobietom, które tam poznałam. Trudno wyliczać pozytywne konsekwencje mojej tam obecności, bo jest ich tak wiele, że co rusz przychodzą mi nowe do głowy. Samoobserwacja wpłynęła na każdy aspekt mojego życia a zawarte znajomości są dla mnie bardzo cenne. Nie do przecenienia jest rola społecznościowa tego portalu.

2. Za to, że zmieniłam pracę. Również tutaj to ja zrobiłam pierwszy krok a reszta to już odpowiedź Wszechświata. :-) W pracy mam koleżanki i kolegów na których mogę liczyć, czuję się wartościowym pracownikiem, wiem, że jestem częscią zespołu. Poznałam osoby, ktore są dla mnie wsparciem i wiem, że i ja bardzo wiele im daję. Firma daje mi stabilność finansową i widzę w niej swoją przyszłość. Nie wspomnę o bliskości od domu.

3. Za to, że Olek się tak pieknie rozwija, pięknie mówi. Za to, że wiem, że da sobie radę w przedszkolu i że mimo kryzysów, zawsze wychodził z chorób obronną ręką.

4. Za to, ze mimo, że przechodzimy nadal kryzys to mój mąż tak wspaniale odnalazł się w samoobserwacji i uszanował moje wybory. Wiem, że przyszło mu to z trudnością, ale cieszę się że potrafił zobaczyć również dobre strony czasowej wstrzemięźliwości. Mimo, że czasem na niego narzekam to i tak bardzo go kocham. To uczucie ciągle się zmienia, nie ma już tego ognia sprzed 10ciu lat, ale wciąż niezmiennie trwam w przekonaniu, że to jest człowiek, z którym chcę spędzić całe życie.


Komentuj(0)


godz: 22:14 data: 2008.08.17
...i nie pytajcie mnie dlaczego...

Jestem zła... Wciąż się katuję tymi myślami o Niej. Wciąż patrzę na Małża i zastanawiam się nad nami, nad tym co by było gdyby... Czuję się bezsilna, nic nie mogę zrobić, bo to tylko moje podejrzenia, niczym nie podparte przypuszczenia, ale moja bujna wyobraźnia robi swoje. Jak to się stało, że wogóle wiem o Jej istnieniu? Hmm... Grywałam czasem - za pozwoleniem mojego Księciunia - w różne gierki na jego telefonie. Raz jeden jedyny zajrzałam do menu, zwyczajnie chciałam się pobawić telefonem, nie przyszło mi do głowy, zeby go szpiegować. W książce telefonicznej zobaczyłam Jej piękne zdjęcie i podpis z Jej imieniem. Dalej już nie patrzyłam. Potem zobaczyłam to samo imię w katalogu ze zdjęciami. Zdjęcie były z jednego z parków, ze spaceru, ostatnie to zdjęcie dwóch cieni. Tego dnia byłam w Warszawie a Dziecia zabrali rodzice.

Pielegnuję w sobie tę złość i poczucie niesprawiedliwości. Mnie nigdy nie chciał mnie uczyć fotografii a każde dotknięcie jego Nikona 60D to jak pokalanie świętości. Mnie nigdy nie zrobił takiego portretu jak ten w telefonie... Ze mną nienawidzi spacerów... Moja kobieca intuicja mówi mi, że to coś wyjątkowego... Tak to czuję i to upokorzenie, ta zazdrość mnie przerasta. Nigdy nie czułam się kimś ważnym dla Niego.

To moja wina. Bo to ja się nie nadaję do związku. Od początku skazane to było na niepowodzenie, ale on tak uparcie chciał ze mną być, że do tej pory Go nie rozumiem. Wogóle niczego nie rozumiem. Niech już odejdzie i mnie nie męczy, niech w końcu przestanie kłamać. Niech choć raz pokaże, że nie jest tchórzem.

Niech już odejdzie...

I jeszcze ta pusta skrzynka mailowa...

Wogóle to jestem beznadziejna i tyle. Czuję się jak śmieć, wrzód na tyłku i ohydny babsztyl. Nic nie warta wredna suka, brzydka, zaniedbana, wstrętna, głupia i naiwna. Głupia, głupia, głupia!

Już nie ma co ratować, trzeba wytrzymać, w końcu to tylko całe życie, bo Małż nawet nie myśli o odejściu, jakby postanowił powoli doprowadzić mnie do obłędu w zamian za 10 lat wspólnego sypiania w jednym łóżku...

Złość mi mija, ale i tak będę nadal się tym katować, o tym myśleć. Nie mam szans na wyjaśnienia, bo Go znam. Nie mam szans na polepszenie tej sytuacji, nie ma szans na nic, poza wegetacją bez sensu, bo już nic nie sprawi mi radości.

To ja jestem temu wszystkiemu winna i nie pytajcie mnie dlaczego. Ja to wiem, zwyczajnie!


Komentuj(2)


godz: 22:19 data: 2008.08.15
Chcę być szczęśliwa!

To takie sugestywne, roszczeniowe. Chcę być szczęśliwa! Ba! Ja chcę być szczęśliwa z Małżem... Hmm... A to nie takie proste. Bo co z tego, ża JA chcę (być szczęśliwa), skoro On nie jest? I cokolwiek bym nie zrobiła to nie będzie.

Dobra, jestem w stanie zrozumieć, że nie jest ze mną szczęśliwy, że nie jest mu ze mną dobrze (co dziś mi powiedział, choć nie wprost, ale jednak), ale niech mi ktoś do cholery wytłumaczy, czemu ze mną cały czas jest??? Czemu nie odejdzie? No bo jak zaczyna uwierać mnie but to go rzucam w kąt, tak? A jak mi jest z kimś źle to odchodzę, tak? Czemu tego nie robi, co go powstrzymuje? Dziecko? Nie sądzę, przecież doskonale wie, ze to nie byłaby żadna karta przetargowa. Kto jak kto, ale akutrat ja nie zrobiłabym z rozwodu tragedii. Nie w tej chwili.Poza tym tracę do niego szacunek, bo nie potrafi stanąć przede mną i wprost powiedzieć co go boli. Nie potrafi się przyznać, że nie czuje do mnie nic, albo to co czuje się zmieniło.

Zwyczajnie: przestałam go rozumieć. Daje mi prezenty, ale po co? Jak mu ze mną źle to po co sprawia mi przyjemność? O co chodzi??? Nie stać go na szczerą rozmowę, na kilka słów wyjaśnienia. Stać go na seks ze mną a nigdy ma czułość? Po co spełnia zachcianki? Latarka, telefon... Jaką mają wartość prezenty, jeśli nie są dawane prosto z serca?

Ja się potwornie boję, że znów nic z tego nie wyjdzie, ze nie będzie przełomu, że znów wrócimy do szarej codzienności, problem odłożymy na potem. A on wróci prędzej czy później. Potrzeba mi impulsu, potrzeba mi zmian. Ktoś zapyta, czemu ja tego nie przerwę? Bo chcę być szczęśliwa z Nim... Ale Bóg mi świadkiem... Coraz mniej mam cierpliwości...

Ja tak naprawdę nie wiem co się dzieje, widzę tylko, że moje staranie niewiele zmienia, że dochodzę do pewnego momentu i dalej ani rusz... Jak w zepsutym zamku błyskawicznym, dalej się nie przesunie nawet o milimetr. Czuje się niepewnie, bez gruntu, bez zaufania, bez jakiejkolwiek pewności... Czegokolwiek... Nie wiem zwyczajnie z kim sypiam. Czy to mój wróg, czy przyjaciel. Kim ja dla Niego jestem? Co dla niego znaczę Ja jako kobieta, żona, kochanka... Nie jako matka jego syna...

To tyle na dziś... Dziękuję za uwagę...


Komentuj(1)


godz: 19:04 data: 2008.08.12
Po zmianach/Kilka pojedynczych zdań...

Mój blog się zmienił. Wpuściłam tu trochę światła i zieleni. Troche nadziei...

Może być? Mnie się podoba...

Ostatnio doszłam do wniosku, ze moje życie to oczekiwanie...

Nie lubię III fazy... Znacznie bardziej wolę być frywolnie-folikularna niż ospale-lutealna...

Chcę być frywolna dla każdego, dla Małża, dla Ciebie...

Ostatnio złapałam się na tym, że żałuję, że nie mieszkasz bliżej, jednak chciałabym być wodzona na pokuszenie. To takie...nowe...

Notka do bani, ale trudno... Nie mam weny...

P.S. Frozen Lust, dzięki za szablon jeszcze raz! PZDR


Komentuj(0)


godz: 16:14 data: 2008.07.17
Współżycie nie zawsze oznacza współbycie.

Jestem sobie zołzwata żono-teściowa. Tak siebie ostatnio nazywam, bo mój Małż stwierdził niedawno, ze upodabniam się do mojej mamy... Bez komentarza...

Dzis nie było awantury, ja tylko popełniłam kardynalny błąd... Byłam szczera i szczerze wyznałam swój grzech. Tak czy inaczej wyszło na to, że w calej sprawie bez względu na to czy ślubny dopuścił się zdrady, czy nie i tak ja jestem winna. Bez szczegółów...

W ogóle to się dowiedzialam, że mojemu Małżowi nic nie wolno... Znajomości z fajną dupą też mu nie wolno. Taka małpa wredna jestem!

Od dziś będę to wszystko obracać w żart, skoro los robi sobie z mojego zycia czeski film to ja się będę z niego śmiała, najwyżej oszaleję.


Komentuj(1)


godz: 16:47 data: 2008.07.12
Po długiej przerwie

 Nie myślałam, że ten blog jeszcze tutaj jest..

Mój małż mnie chyba zdradza. A jesli nawet tego nie robi to ma zamiar. Albo chce odejść, albo mnie już nie kocha, albo całe mnóstwo innych przypuszczeń. Wiem jedno napewno - pojawiła się ONA, ta DRUGA, inna, wyjatkowa dla niego, nowszy model.

To z nią dzieli zainteresowania, to jej się zwierza, to ona jest teraz wazna a ja przestałam się liczyć. I już...

To tyle co miałam do powiedzenia w tej kwestii.

I że to moja wina, i że zmieniam się w moją mamę, i że jestem smutna, i że jestem samotna, i że czuję się oszukiwana. Nie będę walczyła, nie mam siły.

Jak ktoś to czyta to niech mi napisze, że to zrobił, że nie jestem z tym sama.


Komentuj(2)


godz: 21:10 data: 2008.02.4
Wyć mi się chce!!!

Trudno być matką małego upartego człowieczka... W dodatku chorego... Niech się znajdzie odważny co mu poda antybiotyk... :-P Gwarantuję brak sukcesu! Jestem zmęczona tymi lekami. Olo też... Synek ma mnie dość, patrzy mi w oczy i mówi "Mamuś nie!" Wszyscy mają mnie dość...

A ja chcę się ukryć, schować, uciec i zostawić małża z całym tym bajzlem - niech się użera. Potrzebuję odmiany... Chcę żeby mnie ktoś porwał, zauroczył, zdobywał, adorował. W każdy możliwy sposób. Potrzebuję przygody... na chwilę, pięć minut, dwa dni czy miesiąc. Moje myśli muszą krążyć innymi drogami, choć przez chwilę, bo inaczej zwariuję...

Potrzebuję podchodów, Iluzji, tak Ciebie potrzebuję... Chcę przez moment być intrygująca, zabłysnąć i zgasnąć a potem rozpamiętywać i pielęgnować... I zastanawiać się jak mogłoby być pięknie razem... Chcę... być Zieloną Wróżką, tak jak kiedyś... Dla kogoś kto to doceni a nie oceni...

Jestem już skończona, w życiu... Bez partnera, męża a z obcym człowiekiem w tym samym łóżku i przy jednym stole... Z kimś kogo chyba już tylko toleruję... A może kocham tylko już nie pamiętam, że potrafie?

Wypaliłam się...


Komentuj(0)


godz: 21:25 data: 2007.09.15
Zazdrość

Zbyt ciepła woda pokryła mnie i otuliła białą pianą.Zamknęłam oczy na świat i podniosłam powieki oczu duszy...

Staliście przede mną, świadomi mej obecności, jednak zbyt zajęci sobą. To ja powinnam być na jej miejscu! To mój kark powinien lizać Twój język i to na moich piersiach miały się zamknąć Twoje dłonie! To moje pieszczoty, tylko moje! To moja scena i mój teatr...

Wszedłeś w nią od tyłu i wyraźnie sprawiło Ci to przyjemność. Powolne ruchy jej bioder podniecały Cię jeszcze bardziej. W Twoich oczach tańczyły ogniki rozkoszy. Patrzyłeś na mnie wiedząc, że czuję zazdrość. Podobało Ci się to! Wiedziałeś, że chcę być na jej miejscu.

A ja... byłam zła, że nie zrobiłam nic by być tam, zamiast niej...

I wtedy w wielkich pustych oczach Zielonej Wróżki dostrzegłam ślad triumfu...

Na scenę mojego teatru opadła znów kurtyna samotności...


Komentuj(2)